25-27.06.2012 – Smaki Cochabamby

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Z Sucre wyjeżdżamy z dwójką naszych znajomych: Jenifer i Alvaro. Do Cochabamby dostajemy się z prędkością światła. Zamiast być o 5.00 rano jesteśmy o 2.30. Całe szczęście, że przespaliśmy większą część drogi, bo pewnie bez zawału by się nie obeszło. Teraz tylko parę godzin siedzenia na dworcu w oczekiwaniu świtu i możemy zacząć zwiedzanie miasta. Rano wygłodniali udajemy się najpierw na targ zjeść śniadanioobiad. Pyszna zupa z orzeszków ziemnych i świeżo smażone kotlety od razu podnoszą nas na duchu… i na żołądku. Potem idziemy wdrapać się na drugą co do wielkości figurę Chrystusa na świecie. Nasz rodzimy ze Świebodzina przewyższa cochabambińskiego tylko koroną. Jeśliby liczyć rekordy, Cristo de la Concordia jest drugą, co do wielkości statuą na półkuli południowej. Na górę wjeżdżamy taksówką, ponieważ w poniedziałki kolejka linowa nie pracuje. Jednak bez problemu można wdrapać się na piechotkę.

Po południu spotykamy się z naszą gospodynią, jej znajomymi i spędzamy wieczór na obżarstwie. Cochabamba może rzeczywiście poszczycić się świetną kuchnią. Jest w czym wybierać. Podobnie jak na targu w Sucre, całkiem dobry obiad można tu zjeść za 10 Bs, a na deser pyszny koktajl lub sałatkę owocową. Jednak Cochabamba słynie dodatkowo ze swoich specjałów. Jedne z nich to salteňas i empanadas, czyli smażone, bądź pieczone pierożki z różnorakim nadzieniem podawane z sosami, np. z orzeszków ziemnych lub pikantnym ají. Na śniadanie serwują tutaj „api con pastel”, czyli gorący napój z fioletowej kukurydzy ze smażonym na głębokim oleju placuszkiem. Ze słodyczy można spróbować pyszne, domowej roboty lody. Tylko dla tych, którzy nie boją się ryzyka 😉 Dla mięsożerców polecamy „pique de macho” albo „silpancho”. Przy uniwersytecie znajduje się jeden z najlepszych boliwijskich fastfoodów, jakie odwiedziliśmy – z jedzeniem w boliwiańsko-amerykańskim stylu. Głównie dla zgłodniałych studentów, więc otwarty całą dobę.

Następne dwa dni poświęcamy na poznanie miasta. Rosa – nasza gospodyni i jej chłopak okazują się świetnymi przewodnikami. Zabierają nas wszędzie zaczynając od starówki z kolonialną zabudową i zabytkowymi kościołami, kończąc na targach z artesanią. Można kupić tu rzeczywiście tanio, pod warunkiem, że zna się prawdziwe ceny 😉

Jednych z miejsc wartych zobaczenia jest pałac Simona Patiño. Jego wystrój jest imponujący nie tylko w porównaniu do podobnych  miejsc w Ameryce Południowej, ale również w Europie. Patiño był jednym z najbogatszych ludzi swojej epoki, który swoją fortunę zbudował na potosińskim srebrze. Lwią część z niego wydał na budowę swojego niezwykłego domu, w którym ze względu na zły stan zdrowia nigdy nie zamieszkał.

Kończąc dni intensywnego zwiedzania Rosa zabiera nas na koncert do cochabambińskiej filharmonii. Chwila na relaks w pięknych wnętrzach przy pięknej muzyce.

Pisząc o Cochabambie nie sposób nie wspomnieć o tzw. „wojnie o wodę”, czyli serii zamieszek mających miejsce w Cochabambie latem 2000. Spowodowane one były prywatyzacją systemu zaopatrującego w wodę mieszkańców Cochabamby. Mimo swojej nazwy, która pochodzi z języka quechua, gdzie qhocha oznacza „jezioro, woda”, a pampa – „otwarta przestrzeń”, Cochabamba cały czas nie radzi sobie z problemem braku wody pitnej.

Spowodowane jest to nie tylko małą ilością opadów w tym rejonie, lecz również szybkim wzrostem liczby mieszkańców tego czwartego obecnie pod względem wielkości miasta w Boliwii. Obecnie problemu braku wody nie odczuwa się w takim stopniu jak kiedyś. W domach podłączonych pod sieć wodociągów zdarzają się przerwy w dostawach, a mieszkańcy starają się oszczędzać. Gorzej sytuacja przedstawia się dla osób nie mających dostępu do wodociągów, czyli ok. 40- 50% populacji. Korzystają one z beczkowozów lub studni. Często dostawy wody nie są wystarczające, natomiast spożywanie wody ze studni wiąże się z ryzykiem ze względu na wysokie zanieczyszczenie wód gruntowych.

O problemie braku wody w Cochabambie opowiada nakręcony przez hiszpańskiego reżysera Icíary Bollaín film „También la lluvia”. Nam film bardzo się spodobał, dlatego polecamy.

Będąc w Cochabambie udało nam się również przedłużyć pobyt na 90 dni. Na granicy strażnik wbił nam tylko 30. Okazało się, że chyba nie przez złośliwość, ale przez wytyczne. Wszyscy spotkani przez nas w Boliwii obcokrajowcy mieli również pierwszą pieczątkę na 30 dni. Nam przedłużenie udało się załatwić w przeciągu 10 minut. I, o ile dziwnie może to zabrzmieć, dzięki strajkowi policji. Ciągnący się od kilkunastu dni strajk mundurowych nie spowodował w kraju ani wielkich zamieszek (tylko te spowodowane przez samych policjantów), ani fali kradzieży. Na myśl nasuwa się pytanie – skoro z policją i bez niej tak samo, to co oni właściwie robią. No cóż – właśnie strajkują. Powód oczywisty – podwyżka. My korzystamy na tym o tyle, że nie odsyłają nas do innych okienek, tylko wszystko załatwiają w jednym, które akurat jest otwarte. Nie tylko my się dziwimy, że wszystko poszło tak gładko, ale i nasza gospodyni. Jak mówi Rosa, normalnie przynajmniej raz odsyłają do domu z kwitkiem. Mamy szczęście 🙂

Informacje praktyczne:

–          W Boliwii obywatele UE przyjeżdżający w celu turystycznym mogą w ciągu roku przebywać 90 dni bez wizy, takie same przepisy obowiązują w Ekwadorze. Bez względu na ilość wjazdów i wyjazdów z danego kraju. Natomiast w Chile i Argentynie jest to 90 dni licząc nieprzerwanie od dnia wjazdu do dnia wyjazdu z kraju. Przy następnym wjeździe licznik się kasuje i dni liczy się od nowa.

–          Cena biletu z Sucre do Cochabamby w zależności od godziny, linii i umiejętności targowania się 😉 waha się od 35-60 Bs. My zapłaciliśmy 40 Bs.

–          Cena biletu do pałacu Simona Patiño to 10 Bs dla obcokrajowców 

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 6 marca 2013.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s