10-12.06.2012 – w kopalniach Potosi…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Z Uyuni łapiemy autobus do Potosi. Na miejscu jesteśmy po 4 godzinach jazdy z obowiązkowymi postojami na toaletę. Kobiety po jednej stronie autobusu, a mężczyźni po drugiej. Chociaż nie zawsze było to przestrzegane restrykcyjnie 😉 W końcu pollerą zawsze zasłonić się można. Pollera to szeroka fałdowana spódnica, a właściwie kilka złączonych w pasie spódnic – jedna pod drugą, które stanowią część tradycyjnego ubioru tutejszych kobiet. Ze względu na dużą ilość materiału są one bardzo drogie i przeciętna mieszkanka wsi może pozwolić sobie na posiadanie jedynie dwóch do trzech takich spódnic.

W Potosi jesteśmy o 16 po południu. Od razu we znaki daje się nam brak tlenu. Nie tylko ze względu na wysokość 4000 m npm. która sprawia, że Potosi jest jednym z najwyżej położonych miast świata. Przede wszystkim ze względu na straszne zanieczyszczenie. Wszystkie mijające nas autobusiki, a jest tu ich mnóstwo, zostawiają za sobą kłęby czarnego dymu. Miejscowi nie zwracają na to kompletnie uwagi, a my starając się nie wypluć sobie płuc, udajemy się na poszukiwanie hostelu. Niestety koło dworca nie znajdujemy nic, za to w centrum mamy więcej szczęścia. Zatrzymuje nas przyjemnie wyglądający mężczyzna z pytaniem, czy mamy gdzie spać. Normalnie nie korzystamy raczej z takich ofert, ale tym razem zmęczeni poszukiwaniami decydujemy się od razu. Okazuje się, że świetnie trafiliśmy- tanio, czysto, w centrum i jest internet.

Następnego dnia ranem zwiedzamy to, z czego od wieków słynie Potosi, czyli tzw. „Cerro rico” ( Bogata góra). Ogromne złoża srebra, znajdujące się we wnętrzu wznoszącej się nad miastem góry, od połowy XVI w. do dnia dzisiejszego zapewniają dochód miastu i jego mieszkańcom. Trzeba dodać jednak, że wydobycie bogactw pochłonęło mnóstwo istnień. Większość Indian zmuszonych przez konkwistadorów do pracy w kopalniach nie przeżywała nawet roku. Dzisiaj warunki pracy w kopalniach Potosi wiele się nie zmieniły. Do tej pory nie używa się tutaj maszyn, a jedynym zabezpieczeniem górników są: kask i czołówka. Maski na twarz to tutaj rzadkość, mimo że poziom zapylenia jest bardzo wysoki. Przed wejściem do kopalni, jak każe zwyczaj, zaopatrujemy się na niewielkim targu w liście koki, wodę i soki, aby poczęstować pracujących tam górników. Pierwsze osoby, które spotykamy po wejściu do kopalni to 2 chłopców (żaden z nich nie ma jeszcze 18 lat) pchających na zewnątrz zapełniony rudą wagonik ważący 2 tony. Codziennie, żeby zarobić na wypłatę ok. 1000 zł miesięcznie, muszą zrobić kilkanaście takich kursów. Nasz przewodnik informuje nas, że obecnie najmłodsi pracujący pod ziemią chłopcy mają po 14 lat. Konstytucja boliwijska z 2009 r. jednoznacznie nie zakazuje pracować małoletnim, jednak zgodnie z art. 61 zabrania się wykorzystywania i zmuszania dzieci do pracy. Od przewodnika dowiadujemy się również, że jeden z ostatnich wypadków podczas pracy spowodowany był właśnie przez 15 chłopca, który nie dał rady wciągnąć do góry koszyka wypełnionego wydobytym materiałem i upuścił go zabijając stojącego niżej górnika.

Środek cały poszatkowany jest korytarzami. Dochodzi do tego, że nie próbuje się nawet wydobywać minerałów z widocznych w niektórych miejscach szerokich żył z obawy przed zawaleniem się stropu, bądź podłogi. Do pracy używa się tutaj dłuta i dynamitu. Ten ostatni można kupić bez pozwolenia nawet na pobliskim targu. Dlatego korzysta się z niego nie tylko w kopalni, ale też w trakcie demonstracji – podczas starć z policją. Dłuto służy natomiast do wydobycia czystego materiału, głównie cynku, gdyż przy tak intensywnym wydobyciu, srebra niewiele zostało. Skały zawierające niewielki procent minerałów wywozi się na powierzchnię i wypłukuje używając chemikaliów nie zawsze obojętnych dla środowiska.

W drodze powrotnej składamy jeszcze wizytę prawdziwemu władcy kopalni -„El Tío”. El  Tío to bóg strzegący kopalni i jej skarbów, którego górnicy zaczęli czcić podczas epoki kolonialnej. Wtedy to Hiszpanie chcąc zmusić Indian do bardziej wydajnej pracy opowiadali historie o diabłach mieszkających w głębi kopalni, które porywają  najwolniej pracujących. Stąd niewolnicy zaczęli się do nich modlić i składać im ofiary, aby zaskarbić ich życzliwość. Imię „El Tío”wywodzi się od słowa hiszpańskiego słowa oznaczającego Boga – „Dios”. Ponieważ w quechua – języku Inków nie istnieje dźwięk „d” pracujący w kopalniach Indianie przerobili go na „tio”, a następnie swojsko brzmiące „tío”, czyli w tłumaczeniu na język polski po prostu „wujek”. Wujek wygląda jednak dosyć groźnie z papierosem w ustach, otoczony liśćmi koki i pustymi butelkami po 96% alkoholu. Wychodzimy, ale wizyta w kopalni pozostaje nam na długo w pamięci.

Mimo całego zanieczyszczenia Potosi to piękne miasto. Jego starówka przypomina o bogatej przeszłości.Warto odwiedzić katedrę na tutejszej Plaza de Armas. Przepiękny widok na miasto z wieży, ciekawy barokowy wystrój i najbardziej niezwykły przewodnik, jakiego mieliśmy okazję spotkać.Również warta polecenia jest tutejsza mennica, czyli casa de la moneda – najlepiej zachowany tego typu obiekt w Boliwii. Koniecznie trzeba spróbować specjalności kulinarnej tego rejonu – kalapurki. Ze względu na dużą wysokość Potosi nie należy do najcieplejszych miejsc Boliwii, więc mieszkańcy tego rejonu wymyślili sposób na zupę, a właściwie na jej ogrzanie. Nie ma to jak wrzucić do niej gorący kamień. Wtedy zupa na pewno nie ostygnie.

Informacje praktyczne:

–    nocleg za 30 Bs (15 zł) można znaleźć w prywatnym domu przy ul Bolivara w bramie obok Pani sprzedającej bielutkie słodycze;

–      wycieczka do kopalni wykupiona z agencji kosztuje 40-50 Bs od osoby w 3 osobowej grupie;

–     Casa de la moneda (mennica) wstęp dla obcokrajowców kosztuje 40 Bs. Obowiązkowy przewodnik, który jest wliczony w cenę. Grupy oprowadzane są w językach hiszpańskim, angielskim, francuskim i włoskim.

–         katedra – wstęp dla obcokrajowców 10 Bs.

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 27 grudnia 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s