8-9.06.2012 – Salar de Uyuni – nareszcie!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dzień rozpoczyna się ciekawie. Przepiękne kamienne drzewo, czyli Arbol de Piedra jest wielkim skarbem tego rejonu i widokiem obowiązkowym dla każdego turysty. Gdyby każde zdjęcie tutaj robione wywoływało choćby taki napór, jak padająca na ziemię kropelka deszczu, drzewo już dawno leżałoby w prochu na ziemi. My również dorzucamy taką kropelkę i pędzimy dalej. Znowu kolorowe laguny, dumne flamingi, przechadzające się wszędzie wikunie i małe królikopodobne stworzonka, żerujące na obcokrajowcach. Prawdopodobnie ewolucja skręciła w stronę turyzmu i nauczyła się z niego korzystać. Z cała pewnością jest to przyszłość tutejszej fauny.

Cały dzień jazdy i docieramy do kolejnego hotelu, tym razem zbudowanego z czystej soli. Solne łoża, solne krzesła, solne ściany. Dobrze, że naczynia i sztućce z bardziej konwencjonalnego materiału. Wszyscy zostają na ploteczkach, natomiast my uciekamy z wioski i ruszamy w poszukiwaniu salaru. Ponoć jeszcze daleko, ale się udaje. Tylko dwa kilometry marszu i można cieszyć się zupełną ciszą białej pustyni i nadchodzącym zachodem słońca. Widok naprawdę zadziwiający…

Rankiem wyjeżdżamy zanim jeszcze wzejdzie słońce. Kilkanaście kilometrów dalej wysiadamy w środku niczego i oczekujemy na wolno wschodzące słońce. Naokoło tylko biel i gdzieś w oddali wynurzające się z soli wyspy. Jest pora sucha zatem salar nie jest pokryty warstewką wody, która wywołuje tak piękne efekty na zdjęciach wszystkich turystów. Ale za to możemy dojechać do wysepki pokrytej w całości ogromnymi, nieraz tysiącletnimi kaktusami. Coś za coś… Trzeba będzie jednak kiedyś wrócić deszczową porą.

Spacer, śniadanie i ruszamy jeszcze raz, jak najdalej w głąb solnej pustyni. Tym razem na sesję zdjęciową, którą inspirują nasi przewodnicy, a której doczekać się nie mogą nasi współtowarzysze. Cała grupka wojaków z Izraela robi sobie zdjęcia we wszystkich pozach i konfiguracjach, przy użyciu wszelkich dostępnych akcesoriów, między którymi butelki alkoholu i gumowe dinozaury  to rzeczy najmniej dziwne. Cóż… po półtorej godzinie zabaw nawet kierowcy, którzy to wymyślili mają dosyć, nie wspominając o nas. Ostatni autobus do Potosi odjeżdża za niedługo, a tu w najlepsze trwa najdziwniejsza sesja zdjęciowa, jaką zdarzyło się nam oglądać. Ale wszystko ma swój koniec, zatem i my ruszamy. Jeszcze tylko kilkadziesiąt kilometrów i jesteśmy w Uyuni. Trzeba przyznać, że miasteczko nie jest zbytnio urokliwe i cieszymy się, że nie zostajemy tu dłużej. Dziesięć minut przed odjazdem autobusu zajmujemy miejsca, żegnamy Uyuni, Salar i naszych miłych kompanów.

Informacje praktyczne:

– 3-dniowa wycieczka z agencją z Uyuni kosztuje ok. 600 peso wzwyż.
– Z Tupizy jest drożej, ale wszyscy zachwalają, że lepiej. My płacimy 800 peso za 4 dni, jednakże normalnie taki wyjazd kosztuje 1200-1400 peso.
– Najlepiej kupować wycieczkę wieczorem, kiedy wszystkie agencje próbują zdobyć ostatnich klientów na poranny wyjazd. Można wytargować kilkadziesiąt procent zniżki, ale nie wolno pokazać, że zależy na wyjeździe.
– Koniecznie wziąć również wycieczkę do Parku Avaroa (koszt 150 peso). Prawdziwy cud natury.
– Zimową porą przyda się naprawdę ciepły śpiwór i ciepłe ubrania. Bardzo łatwo zachorować szczególnie, gdy się przyjeżdża z jakiś cieplejszych okolic.
– W biurze być bezlitosnym i kazać sobie wypisać wszystkie punkty programu i potwierdzić podpisem, że będą zrealizowane. Bardzo często kierowcom nie chce się jechać w niektóre miejsca, które były w ofercie. Kłamią, że nie da się dojechać, że jezioro zamarznięte, itd.. A propos, zamarznięte jezioro też jest piękne 😉
– Najlepiej nie zapłacić całości mówiąc, że trzeba wypłacić z bankomatu w miejscu przyjazdu. To trochę zmobilizuje kierowców do wypełniania programu.

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 25 sierpnia 2012.

Jedna odpowiedź to “8-9.06.2012 – Salar de Uyuni – nareszcie!”

  1. Gratulacje za WSPANIAŁE opisy na blogu i profesjonalne foto.
    Szczęścia i powodzenia na szlaku w Ameryce Łacińskie.
    pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s