20-23.04.2012 – Lanin, podejscie drugie…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dzień odpoczynku od wszystkiego u naszego przyjaciela Felipe w Puerto Montt i rankiem o 4 ruszamy z nim i dwójką jego znajomych. Drugie podejście na Lanin.

Kilka godzin jazdy i jesteśmy pod wulkanem, który niedawno mocno nas zmaltretował. Ale dziś pogoda wyśmienita, na niebie nie ma jednej chmurki, no i teraz zamierzamy wchodzić od strony argentyńskiej, która jest dużo bardziej popularna. To oznacza, że najprawdopodobniej będziemy wchodzić szybko po w miarę wydeptanym szlaku. Nie to co ostatnio, kiedy to każde dwa kroki do góry były okupione krokiem w dół. Strażnicy parków w Argentynie są raczej zwariowani na punkcie bezpieczeństwa. Jedynie szczyt jest w śniegu, ale każdy musi na górę wnieść raki, czekan, kask, całą masę drobniejszego sprzętu, a wszystko to ukoronowane radiem. Radio konieczne do powiadomienia, że dotarło się do jednego z dwóch schronów, a później do wysłania informacji o zdobyciu szczytu. Naturalnie praktyka taka bardzo pomaga zachować bezpieczeństwo, ale takim jak my całkowicie uniemożliwia samodzielne (legalne) wejście na szczyt. Na szczęście jesteśmy z naszymi przyjaciółmi, którzy znając zwyczaje Argentyńczyków, mają wszelkie potrzebne wyposażenie. W parku dba się również o czystość, każdy dostaje własny worek na śmieci (które ponoć trzeba po zejściu pokazać <sic!>), a wszystko to całkowicie za darmo. Jesteśmy pod wrażeniem.

Około 13 ruszamy do góry i przez 4 godziny dochodzimy do pierwszego wolnego schronu na wysokości 2300. Dalej iść nie możemy, gdyż drugi schron już pełny, a skoro jest możliwość spania pod dachem za darmo, po cóż obciążać się zbędnym namiotem. Stacjonuje tutaj kilku żołnierzy argentyńskich, którzy na szczęście są bardzo przyjaźnie nastawieni. Dostajemy od nich wody, zatem nie musimy wytapiać własnych zapasów z pobliskiego śniegu, a do tego kubek czegoś mocniejszego i zupełnie niezidentyfikowanego. Ale za to jaki smak! 😉

O godzinie 4 rano witamy nowy dzień i po szybkim śniadaniu ruszamy do góry. Męka okrutna… Szlak bardzo łatwy, a nas szlag trafia. Idziemy w ogonku kilkunastu osób, a szybkość równa się do najwolniejszego. Kondycję z pewnością wszyscy mają niezłą, ale czego to ludzie nie zabierają w swoich plecakach na 10 godzin marszu… Do teraz nie wiemy, co można wpakować do 70 litrowego plecaka, aby go całkowicie wypełnić. Oczywiście przy założeniu, że sprzęt biwakowy zostaje na dole. Pomijając jednak fakt, że zimno, gdyż tempo nie rozgrzewa, idzie się miło i prosto. Nie ma zupełnie porównania z drogą od strony chilijskiej, na której raczej samemu wyszukuje się ścieżkę. Tutaj wszystko klarownie wydeptane, a widoki coraz piękniejsze. Słonko zaczyna przygrzewać, a my powolutku pniemy się do góry. Kto ma ochotę iść szybciej, zakłada raki i rusza po mięciutkim od ciepła śniegu, który miejscami jest jednak obecny. Oczywiście raki nie są konieczne, gdyż partie zaśnieżone szlak obchodzi, ale przynajmniej nieco szybciej się idzie.

Godzina 12 i wreszcie docieramy do pięknego szczytu przykrytego czapką śniegu i lodu. Pogoda ciągle idealna, na niebie brak chmur nawet na lekarstwo i do tego bezwietrznie. Ponoć o tej porze roku jest to absolutny ewenement, ale my narzekać nie będziemy. Typową dla tego miejsca pogodę już poznaliśmy i na razie jej dziękujemy. Godzinka na szczycie, pamiątkowe zdjęcia z przerobioną na polską, flagą chilijską i ruszamy w dół. Trochę to będzie, pewnie koło 2500 metrów. Pod koniec nasze kolana dobrze to czują. Felipe pędząc, byle szybciej w dół, łamie kijek, ale generalnie większych przygód brak. Jeszcze tylko pęd do samochodu i granicy, na której jesteśmy punktualnie o 20.00, czyli w chwili, gdyż już zamykają. Na szczęście są litościwi i możemy ruszyć z powrotem do bratniego Chile. 70 kilometrów i gdzieś przy głównej drodze do Puconu rozbijamy naszą zieloną chatkę. A naszych przyjaciół czeka jeszcze kilka godzin jazdy do deszczowego Puerto Montt. W sumie to nie zazdrościmy…

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 28 Maj 2012.

Komentarze 2 to “20-23.04.2012 – Lanin, podejscie drugie…”

  1. GRATULACJE ZA ZWYCIĘSTWO NAD LANINEM—SUPER

  2. Hola Kasia y Marek! Los felicito por sus hermosas aventuras. Un gran saludo desde Chile!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: