2-14.04.2012 – długie święta w Bariloche

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Ponad dwa tysiące kilometrów, trzy dni autostopowej drogi, dwa litry mate na głowę i w środę późnym wieczorem jesteśmy w Bariloche. Po 6 latach przyszedł czas się zrewanżować i odwiedzić Hernana, którego Marek miał szczęście gościć w Krakowie dzięki HospitalityClub. Gościna przechodzi nasze najśmielsze marzenia… Po ponad tygodniu spędzonym w górach bądź przy zakurzonej patagońskiej drodze, nie ma się wielkich wymagań. A tu nagle dostajemy się do świata, gdzie wiatr nie targa ścianami namiotu, temperatura jest ściśle kontrolowana, ciepła woda basenu czeka dwa piętra niżej, a na kuchennej ladzie uśmiecha się do nas wielkie, czekoladowe, wielkanocne jajo 🙂 No i do tego raju dostajemy klucze wraz z zapewnieniem, że możemy tu odpoczywać, ile dusza zapragnie. Na dodatek to tylko preludium naszej radości, gdyż drugiego dnia Hernan przybywa do nas ze swoją czteroletnią córeczką Lolą, która oczarowuje nas z miejsca i dokumentnie. Do tego zapewniają, że spędzą z nami świąteczną niedzielę, przygotowaną oczywiście na sposób polski.

Zatem wszystkie dni poprzedzające ten ważny termin schodzą nam na odnajdywaniu 50 sposobów farbowania jajek naturalnymi metodami oraz wszelkich innych tradycji wielkanocnych. Na jajka najlepsza okazuje się kurkuma i niezawodne listki cebuli. A zielony i niebieski kolor to już efekt naszej niezmierzonej pomysłowości 😉 W każdym razie Lola jest tak oczarowana dziełami kulinarnymi, że próbuje zjeść nawet  kolorowe skorupki 🙂 Ale oprócz tego szuka niespodzianek ukrytych przez zajączka, walczy ze wszystkimi o to, czyje jajo jest najtwardsze (oczywiście zwycięstwo ma w kieszeni), zajada wszystkie tradycyjne polskie potrawy i szczebioce, jak tylko 4-latka potrafi. Na koniec maluje piękne dzieło, na którym cała nasza czwórka spędza święta Bożego Narodzenia razem, a potem w centrum miasta dostajemy kawałek największego na świecie jaja z czekolady. Cóż, Święta Wielkanocne musimy uznać za udane.

Następne dni to leniwe poznawanie Bariloche i okolic, ale z naciskiem na relaks. Zatem brak nam zdjęć z tego okresu. Dość powiedzieć, że Bariloche to dość urokliwe miasto, z ciekawą drewnianą architekturą, a centrum żyje praktycznie z turystyki. Poprzedniego roku, kiedy to obudził się chilijski wulkan Puyehue i zasypał miasteczko tonami popiołu, przemysł turystyczny praktycznie zamarł, a najstarsi górale nie pamiętali tak złych czasów. Wiele firm upadło, wielu ludzi przeprowadziło się w inne regiony, a ci którzy wytrwali, do dziś nie mogą ochłonąć. Ale obecnie miasto i okolice są już prawie tak piękne, jak niegdyś. Olbrzymie jezioro Nahuel Huapi przyciąga amatorów windsurfingu i wędkowania, góry za miastem wszelkiej maści wędrowców, a wulkan Tronador również tych ambitniejszych trekkerów. Natomiast zimą rozpoczyna się szaleństwo na dwóch i jednej desce.  Ale my odpoczywamy… jak najskuteczniej 🙂

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 22 Maj 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: