29.03-1.04.2012 – Cerro Torre upragnione :)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wieczorem wjeżdżamy do El Chalten i od samego początku jesteśmy zauroczeni. Tak naprawdę to jesteśmy zauroczeni już podczas jazdy, kiedy to wyłania się gigantyczna ściana Fitz Roya i okryty chmurami szczyt Cerro Torre. To właśnie miejsce było naszym celem przez ponad dwa miesiące drogi i ogromnym marzeniem Marka. W El Chalten w szczycie sezonu mieszka 2000 ludzi, natomiast zimą zaledwie 800. Jest co prawda z gruntu turystyczne – jeden hotel rzuca cień na następny, jednakże można poczuć się naprawdę dobrze. Może jest to spowodowane małą już ilością turystów, a może pięknymi kolorami rozpoczynającej się właśnie jesieni? Nie wiemy. Na pewno jest spełnieniem marzeń o miejscu do zamieszkania dla wszystkich wspinaczy skalnych świata. Kilkaset metrów od centrum osłania miasteczko pionowa ściana skalna. Jak znalazł na krótki wypad w przerwie pracy. Natomiast kilka godzin marszu od El Chalten znajdują się jedne z najpiękniejszych gór świata. Wejście do parku nic nie kosztuje, a ludzie tam pracujący nie uważają za wskazane informować o rzeczach oczywistych. Brak absurdalnych zakazów, o które ciągle potykaliśmy się w Torres del Paine. Nie ma się też wrażenia, że dla strażników parku turysta jest istotny jedynie ze względu na zawartość portfela.

Dwa, trzy dni bez problemu wystarczą do przejścia głównych szlaków pod Cerro Torre oraz Fitz Royem. Oczywiście jest jeszcze kilka innych, nieco dłuższych i równie urokliwych, ale my musimy uciekać na północ, w kierunku Bariloche. Zbliżają się Święta, a jesteśmy przecież umówieni z naszym przyjacielem. Spędzamy zatem 3 dni w parku przechodząc, ile tylko się da w tym czasie. Oglądając z każdego możliwego miejsca pięknego Fitz Roya, czekając z utęsknieniem na widok Cerro Torre (Marek) i podziwiające niesamowity błękit lodowców (Kasia). Cerro Torre pojawia się dopiero ostatniego wieczoru odsłaniając na moment swoje piękno zza chmur. Niestety, a może na szczęście, widok ten zostaje uwieczniony jedynie w naszej pamięci, gdyż aparat nie daje mu rady 🙂  Udaje się również podejrzeć przepiękne dzięcioły Magellana, które nic nie robiąc sobie z naszego towarzystwa, pracowicie szukają pokarmu. A potem już trzeba się pożegnać i pędzić w kierunku północy.  Z całą pewnością jest to jedno z piękniejszych miejsc, w jakich mieliśmy okazję być w Ameryce Południowej. Miło byłoby wrócić zimą, gdy nie ma nikogo, za to jest mnóstwo śniegu i niebo pełne błękitu.

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 21 kwietnia 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: