26-28.03.2012 – Esperanza znaczy nadzieja…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Teraz udajemy się do El Calafate i Mekki wspinaczy – El Chalten. Dojechać wcale tak łatwo nie jest. Autostop nie funkcjonuje tu tak rewelacyjnie jak w Chile. Nie ma jedna co narzekać. Jedziemy i to z jakimi ciekawymi ludźmi. Jedna z najbardziej niezwykłych osób, jakie udało nam się zatrzymać, mieszka w Rio Turbio. Okazało się, że nasz kierowca zajmuje się bezpłatną pomocą chorym na raka. Wszystko zaczęło się od czasu, gdy u jego żony wykryto tę straszną chorobę. Zamiast zapowiadanych przez lekarzy 30 dni przeżyła ona od tamtej pory 6 lat i teraz razem z mężem zajmuje się pomocą innym potrzebującym, których nie brakuje. Przyczyną tego jest główne źródło pracy mieszkańców Rio Turbio – pobliska kopalnia węgla. Duże zapylenie powoduje raka i inne chorób płuc nie tylko u górników. Mimo ciężkich doświadczeń i ciągłej walki z chorobą żony, nasz kierowca zaraża optymizmem. Jego dobroć i wiara w drugiego człowieka na długo natchnęły nas na długo pozytywną energią.

Noc w pobliżu Esperanzy nie jest najmilsza. Dzikie wietrzysko chcące poszarpać namiot, pod karimatami same kamienie i przejeżdżające w pobliżu tiry. Nie ma jednak tego złego. Kamienie pomagają umocować namiot do podłoża, natomiast tiry dają nadzieję, że pojedziemy dalej. W końcu jesteśmy w Esperanzie, czyli właśnie Nadziei. Rankiem sporo oczekiwania, ale w końcu jedziemy do El Calafate. Tylko na chwilkę, gdyż nie planujemy iść na lodowiec Perito Moreno, jako że ceny panują tam absurdalne, a za kilka chwil płacić ponad 200 pesos wydaje się grubą przesadą. W El Chalten ten sam lodowiec (nooo, prawie ten sam;)) można odwiedzić za darmo. Zatem szybka ucieczka z miasta i już jedziemy z sędzią z Rio Gallegos, który opowiada o świecie narkotyków będących w Argentynie gigantycznym problemem. Wysiadamy i zaczyna się… oczekiwanie. Godzina, dwie, trzy i zapada noc… Rankiem pojawia się jeszcze jeden autostopowicz do kolekcji i nasze szanse gwałtownie maleją. Ale nic to. Po kilku godzinach udaje się wreszcie ruszyć. Całe 30 kilometrów, podczas gdy zostało jeszcze 90. Cóż… znowu się zaczyna. Godzina, dwie, trzy… Gdy już tracimy wszelką nadzieję, zatrzymuje się mieszkaniec El Chalten, który zabiera całą naszą trójkę. Holender, który stopuje z nami, wysiada wcześniej, gdyż chce jechać sławną Ruta 40 na północ. My również tak planowaliśmy, ale jeśli tutaj jedzie jeden samochód na godzinę, to co musi się dziać na owej drodze? Jeden na dzień? Niestety już po sezonie i droga ta jest raczej rzadko używana.

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 21 kwietnia 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: