3-5.03.2012 – tranzytem przez Argentynę

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Argentyna. Jak dobrze, znowu słońce. Nieważne, że wieje jakby nam miało głowę urwać, przynajmniej trochę wyschniemy. Trzeba przyznać, że ukształtowanie terenu robi swoje. Kiedy po chilijskiej stronie Patagonii leje prawie non stop, Argentyńczycy korzystają z uroków słonecznej pogody. Ma to jednak odbicie w wyglądzie tutejszej przyrody. Podczas gdy chilijska przyroda tętni życiem, w Argentynie gdzie okiem nie sięgnąć rozciąga się step. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Nam póki co, Argentyna odpowiada. Jedziemy powoli od miasteczka do miasteczka. Od razu widać, że chilijskiego porządku się tu nie uświadczy. Tam jednak swoje zrobili niemieccy osadnicy. Argentyńczycy to co innego – włoska krew, więc „porządek” i temperament mają typowo południowy 😉 W miejscowości Gobernador Costa niespodzianka – na parkingu stoją 4 tiry z chilijskimi rejestracjami. Tego nam było trzeba. Nasze błagalne spojrzenie i pełne entuzjazmu machanie przynoszą rezultaty. Zatrzymuje się ostatnia ciężarówka. Zamieniamy kilka słów z kierowcą i już wiemy – jedziemy tranzytem przez Argentynę. Robi się coraz ciemniej, wokół tylko pusty step, a my jedziemy i jedziemy. Zatrzymujemy się w środku nocy nad brzegiem jakiegoś jeziora, które rano okazuje się być Atlantykiem. Pięknie tu, mimo że sucho. Brzeg usłany muszlami różnej wielkości i kolorów. Niestety nie możemy zostać dłużej, kierowcom śpieszno do Chile, a nam w sumie też. Mamy tylko pewien problem, jedzenie się kończy, a z wypłatą pieniędzy nie jest tu tak łatwo. Za jednorazowe pobranie pieniędzy z bankomatu bank żąda opłaty w wysokości 17,5 argentyńskich peso (ok. 15 pln). Nie tylko nas to spotyka, lecz większość obcokrajowców. Argentyńczycy też płacą, ale oni 10 razy mniej. Udaje się nam obejść tą niedogodność i płacimy kartą w sklepie. Nie zawsze jednak tak się da.

Drogę urozmaicają nam nie tylko rozmowy z kierowca, lecz też typowe dla tego rejonu zwierzaki. Zza szyby samochodu obserwujemy lisy, zające, południowoamerykańskie strusie – nandu i liczne stada guanaco. Udaje nam się zobaczyć nawet najniebezpieczniejsze stworzenie zamieszkujące argentyńską Patagonię – skunksa. Całe szczęście my znajdujemy się poza jego zasięgiem.

Pożegnanie z kierowcą, jeszcze jedna noc w Argentynie i następnego dnia docieramy do Rio Turbio – górniczego miasta położonego przy granicy z Chile. Jeszcze tylko pieczątka w paszporcie i … już jesteśmy.

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 8 kwietnia 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: