26-27.02.2012 – Puerto Montt i fiesta costumbrista

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Zimno i pada, zimno i pada, zimno i… tak w koło macieju. Uroki Puerto Montt są niezaprzeczalne. Piękny drewniany kościół w centrum, ryneczek z artesaniją przeróżną, ogromna zatoka pełna kamieni, ptaków, a nawet delfinów. No i oczywiście nasz host Felipe, z którym można rozmawiać na tysiące tematów. Poza tym zimno i pada… Miasteczko jest całkiem rozległe, rozłożone wzdłuż brzegu morskiego i ciągnące się w góóórę. Niemieckie akcenty  w architekturze dodają swoistego uroku, choć  rodzime  budownictwo mieszkalne jest tu wyjątkowo ciekawe. Cale Chile wygląda podobnie. Malutkie chatki z różnych materiałów z obowiązkowym dachem z blachy falistej. Wydawałoby się, ze im dalej na południe, tym domy powinny być solidniejsze, ale gdzie tam. Ściany z podwójnej płyty pilśniowej miedzy którą pustka. Ekologicznie (chyba) i tanio (na pewno). Jeśli dobrze uderzyć można by zrobić wentylacje. Poza tym całe osiedla nowych domków podobnych do siebie, jak dwie krople wody, a zbudowanych oczywiście z pilśni oraz różnych nowoczesnych wynalazków. Odnaleźć dom, z którego się wyszło łatwo nie jest. Nie należy myśleć, ze ludzie mieszkający w takich domach są biedni. Po prostu temperatury zimą nie spadają tutaj wiele poniżej zera (o ile w ogóle) zatem nie ma sensu budować ścian wytrzymujących uderzenie taranem, jak ma to miejsce w Polsce.

Felipe zabiera nas na tradycyjna tutaj fiestę, gdzieś poza miastem. Jako jedni z bardzo niewielu gości, popijamy miejscową chichę i zajadamy empanady. O ile te drugie są całkiem smakowite, choć drogie niemiłosiernie, to chicha nie stanie się napitkiem, za którym będziemy tęsknić. Wyrabiana z jabłek, ogryzków i obierzyn nie pierwszej świeżości ma swoich amatorów. Są jej tutaj dwa rodzaje. Dulce, który to rodzaj faktycznie jest dość słodki, ale alkoholu w nim nie ma zupełnie oraz fuerte, czyli mocny. Cóż…  Moc kwaśnego smaku jest z pewnością niezrównaną, a alkoholu może w tym 3 procent. Szału ni ma 😉 Do tego oczywiście różnorakie pieczone mięsiwa, których jednak nie próbujemy. Suszona konina na poprzedniej fiescie spowodowała, ze staliśmy się ostrożniejsi  😉

Dzień następny i ruszamy… Przed nami sławna Carretera Austral.

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 25 marca 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: