31.01.2012 – w stolicy Chile…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Za nami 1700 kilometrów przejechanych przez ostatnie 2 dni. Co za radość spędzić dzień poza kabiną tira. Wychodzimy więc do miasta z żoną „naszego” kierowcy – Jessicą. Santiago może nie jest najpiękniejszym miastem na świecie, ale na pewno wartym zobaczenia. Widok szczególnie ciekawy ze znajdującego się w centrum miasta wzgórza Santa Lucia. Samo wzgórze to idealne miejsce na relaks. Drzewa, cień i mnóstwo zakamarków, w których można się skryć z dobrą książką lub drugą połówką 😉 A dookoła tzw. miejska dżungla, czyli las budynków o najrozmaitszych kształtach i rozmiarach, chociaż niekoniecznie olśniewającej urody. Miasto nie tak ogromne jak Lima – niecałe 6 mln mieszkańców, a jednak budynki ciągną się po horyzont, wspinając na zbocza pobliskiej kordyliery.

Centrum składa się w większości z przytłaczających lekko poszarzałych budynków i tłumów ludzi pędzących do pracy. To właśnie tutaj koncentruje się biurowe życie Santiago. Natomiast życie prywatne toczy się w bardziej odległych od centrum dzielnicach.

Jessica pokazuje nam miejsce ostatnich protestów studentów, które miały miejsce w sierpniu, a następnie w grudniu 2011 r. Jak już wcześniej wspomnieliśmy, edukacja w Chile jest płatna i to niemało. Jest to pozostałość zmian wprowadzonych za rządów Pinocheta, który zlikwidował istniejące do tamtego czasu darmowe szkolnictwo wyższe. Mimo obietnic, poprzednie socjalistyczne rządy  niczego nie zmieniły. Obecny prawicowy, tym mniej chętny jest do zmian. Tym samym, edukują się głównie dzieci bogatych rodziców pogłębiając tym bardziej klasowy podział społeczeństwa. Trzeba dodać, że uniwersytety w Chile dzielą się na publiczne i państwowe. Jeśli chodzi o płatności nie ma różnicy. Rodzice studiującej chilijskiej młodzieży muszą mocno trzymać się za kieszeń. Różnice są natomiast w poziomie. Najlepsze są tzw. uniwersytety państwowe, a zwłaszcza dwa z nich: Univesidad de Chile i Universidad Catolica, które znajdują się w Santiago. Aby dostać się na te renomowane uczelnie trzeba zdać egzamin zwany „prueba” i zapłacić… wpisowe i nie tylko. I tutaj ukłon w stronę biedniejszej i zdolniejszej młodzieży – możliwość otrzymania stypendium, tzw. „beki”. W przypadku dobrego, a właściwie wyśmienitego zdania egzaminu może ona zapewnić nawet całkowite finansowanie kosztów edukacji. Jednak większe szanse na tak dobre przejście „prueby” mają uczniowie lepszych colegios (szkół średnich), bądź Ci, którzy uczestniczą w kursach przygotowawczych. I wracamy do początku – wszystkie państwowe colegia mają bardzo niski poziom, więc znowu rodzice muszą wykazać się grubym portfelem, aby zapewnić swoim pociechom odpowiednią edukację. Na prywatnych uczelniach nie ma szans otrzymania stypendium umożliwiającego pokrycie w całości kosztów studiów. Istnieje możliwość natomiast rozpoczęcia nauki bez podchodzenia do egzaminu. To mówi samo za siebie. „Beki” nie są jedynym rozwiązaniem. Można skorzystać z kredytu, nie mylić z naszym preferencyjnym kredytem studenckim. W Chile studia to inwestycja, jak u nas kupno mieszkania, więc spłacić go nie jest łatwo. I znów analogicznie – jeżeli uczelnia jest państwowa, cały zysk z kredytu idzie do kasy państwa, jeśli prywatna – do banku.

Studenci domagają się więc dostępu do bezpłatnej edukacji oraz poprawienia jej jakości. Niestety, dotychczasowe protesty są brutalnie tłumione, a za studia cały czas trzeba płacić.

Po krótkiej rundce wokół centrum do domu wracamy metrem. Warto wiedzieć, że w Santiago w środkach transportu nie ma biletów. Płaci się natomiast kartą, którą można zakupić jedynie w centrum miasta. Na karcie znajdują się fundusze na opłaty środków transportu. Całe szczęście nie jest ona imienna, wystarczy więc jedna osoba, żeby zapłacić za całą wycieczkę.

Nasz pobyt w Santiago dobiega końca. Najedzeni i wypoczęci opuszczamy goszczącą nas rodzinkę i ruszamy na podbój południa.

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 26 lutego 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: