19-23.01.2012 – Arequipa, czyli „Możesz zostać”. Prawie zostaliśmy ;)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jesteśmy w Arequipie. Żegnamy się już z naszym kierowcą, od którego na pamiątkę otrzymujemy płytę z niczym innym, tylko piosenkami o białym mieście, jak nazywają Arequipę jej mieszkańcy. Kiedy tylko docieramy do centrum okazuje się, że rzeczywiście zasługuje na to miano, gdyż jest praktycznie w całości zbudowane z „sillar” – białego kamienia pochodzenia wulkanicznego. Piękna architektura, a do tego mnóstwo bram, przejść i urokliwych zakątków. Puby i knajpki można znaleźć wszędzie między innymi w podwórkach i piwnicach. Coś nam to przypomina, czyżby Kraków? 🙂

Naszego hosta – Mauricio spotkamy na standardowym Plaza de Armas i razem z nim 3 innych couchsurferów. Mauricio okazuje się być nie tylko niesamowitym hostem, ale również nadzwyczajnym przewodnikiem. Oprowadza nas po turystycznych i nie tylko zakamarkach miasta. Opowiada mnóstwo legend. Najbardziej podobają się nam dwie z nich.

Oto pierwsza z nich wyjaśniająca pochodzenie nazwy miasta. Jeden z pierwszych inkaskich władców, Inka Mayta Capac podróżując dotarł do pięknej doliny znajdującej się pośrodku drogi między stolicą imperium i morzem. Wtedy ludzie z towarzyszącego mu orszaku nie mogąc oprzeć się urokowi tego miejsca zapytali, czy mogą się tu osiedlić. Odpowiedź władcy brzmiała: „Ari, quipay”, co tłumaczy się: „Możecie zostać”. W taki sposób Arequipa stała się jednym z ważniejszych miast inkaskiego imperium, a obecnie drugim co do wielkości, ale chyba pierwszym co do urody miastem Peru.

Druga z legend opowiada, skąd wziął się taniec diabłów bardzo popularny w południowej części peruwiańskich Andów. Otóż w czasach, gdy hiszpańscy konkwistadorzy wykorzystywali Indian do pracy w kopalni, wielu z nich umierało z wycieńczenia. Wśród Indian krążyły opowieści, że ich pobratymców porywają diabły ukrywające się w jaskiniach kopalni. Część z nich utożsamiała te diabły z iście diabelskimi Hiszpanami. Indianie modlili się więc bardzo do Matki Boskiej, aby uchroniła ich przed porwaniem. Matka Boska wysłuchała ich modlitw i sprawiła, że Indianie i Hiszpanie zamienili się rolami i to diabły od tej pory musiały pracować w kopalni. Lecz niedługo potem diabły zaczęły prosić Matkę Boską o zakończenie ich kary. Matka Boska zgodziła się pod warunkiem, że dla niej zatańczą. I od tej pory co roku w Puno można zobaczyć, jak diabły pod przewodnictwem anioła tańczą dla Matki Boskiej.

Z mniej turystycznego, ale za to prawdziwszego arequipiańskiego życia… Mauricio pokazuje nam knajpkę z prawdziwymi peruwiańskimi przysmakami i muzyką na żywo. Co do przysmaków – stwierdzamy, że jednak nie będziemy próbować świnki morskiej, którą tutaj podaje się pieczoną wraz z łapkami i pyszczkiem. Nie chcemy też kosztować innych, raczej specyficznych mięsnych przysmaków. Natomiast część muzyczno-taneczna jest strzałem w dziesiątkę i cała nasza gromadka bawi się niesamowicie. Arequipiańczycy okazują się być otwartymi i sympatycznymi ludźmi, a do tego bardzo dumnymi ze swojego miasta. Tu kolejne podobieństwo do Krakowa i… Krakusów 🙂 Próbujemy wszystkich rodzajów tutejszego piwka, jak również niektóre z innych trunków. Osobiście polecamy Cusqueňę czarną i pszeniczną. Niestety w porównaniu do cen jedzenia, piwo do tanich tu nie należy.

Po trzech nocach spędzonych u naszego hosta bardziej na poznawaniu uroków tutejszego życia towarzyskiego niż historycznej części miasta, decydujemy się pożegnać Arequipę z nadzieją jej ponownego odwiedzenia. Na drogę dostajemy 2 miniaturowe figurki Ekeko – wędrowca, który obładowany jest wszystkim, co jemu i nam do szczęścia potrzebne. I tak zaopatrzeni udajemy się jeszcze na pożegnanie jednej z knajpek, która bardzo się na spodobała. Jednak urok tego miasta nie pozwala nam jeszcze wyjechać i decydujemy się spędzić tu jeszcze trochę czasu – zatrzymujemy się na jedną noc w pobliskim dosyć tanim hosteliku. A następnego dnia rano, po raz pierwszy odkąd jesteśmy w Ameryce Południowej spotykamy turystów z Polski i to w dodatku z Krakowa. Po chwili rozmowy wychodzimy na stopa. Czekamy 3 godziny, ale nic się nie zatrzymuje. Czyżby Arequipa naprawdę nie chciała nas wypuścić? Po chwili zastanowienia, czy aby przypadkiem nie zostać jeszcze noc dłużej, decydujemy się kupić bilety na nocny autobus do Tacny. A tam niespodzianka. Okazuje się, że 20 soli, którymi mamy zapłacić za bilety, jest sfałszowane. Całe szczęście znajdujemy bankomat na miejscu i o 10 wieczorem, już bez dalszych przeszkód udaje nam się wyjechać.

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 15 lutego 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: