19.01.2012 – Panamerica, droga tysiąca krzyży…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Noc spędzamy raczej nietypowo. Jeśli dotychczas rozbijaliśmy namiot w miejscach mogących iść na okładkę National Geographic, to dziś jesteśmy po drugiej stronie lustra. Piaszczysty parking, a raczej zatoczka dla TIR-ów otoczona pudełkowatymi domkami. Śpimy kołysani dźwiękiem przejeżdżających co kilka minut ciężarówek, które akurat tutaj muszą solidnie zwolnić.

Skoro świt jednak ruszamy, a widok wschodzącego nad górami słońca i mglistych plaż jest nagrodą za ciężką noc. Rozpoczyna się tutaj chyba najtrudniejsza część Panamericany, przynajmniej w Peru. Góry opadają bardzo stromo do morza, zakręty kończą się kilkudziesięciometrowymi przepaściami i nie ma chyba ani jednego, gdzie nie ostrzegałby przed nieuwagą postawiony krzyż bądź rodzaj kapliczki. Z reguły na dachu takowej krzyży jest kilka, co oznacza, że w tragedii wzięło udział kilka osób. Każdy zakręt i wiele prostych odcinków jest udekorowanych właśnie w ten sposób. Przypominają i nakazują ostrożność. Cóż z tego, skoro wielu kierowców ciężarówek jedzie już przynajmniej kilkanaście godzin bez przerwy? Nie ma w Peru prawa, które nakazuje odpoczynek, a Peruwiańczycy cieszą się, że całkiem niedawno zakazano prowadzić samochód po wypiciu alkoholu. Dla samochodów osobowych nie ma ograniczenia prędkości i jedynie zdrowy rozsądek nakazuje zwolnić. Niektórym go jednak czasami brakuje…

Po kilkudziesięciu kilometrach przejeżdżamy szczęśliwie najtrudniejszą część drogi i zatrzymujemy się przy małym sanktuarium pełnym palących się świec i zdjęć ludzi, którzy nie mieli tyle szczęścia co my. Młodzi, starzy, dzieci, całe wycieczki autobusowe… Są tutaj wszyscy… Wrażenie wstrząsające, gdyż z każdego zdjęcia patrzą na nas roześmiane twarze ludzi, którzy właśnie tutaj znaleźli swój koniec. Każdy podróżnik, któremu udało się przejechać, zatrzymuje się tutaj i kupuje świecę w podzięce za szczęście, ale też za dusze tych, którzy go nie mieli.

Widoki są jednak niezapomniane. Szczególnie miejsca, gdzie pustynne góry przecina dolina rzeki zazieleniona sadzonkami ryżu bądź innych roślin uprawnych. W każdym takim miejscu wyrasta miasteczko, z którego ludzie wykorzystują dar wody w jak najefektywniejszy sposób.

Po kilkunastu kilometrach drogi niedużo łatwiejszej niż poprzednia wjeżdżamy już na tą wiodącą do Arequipy. Mamy tam nadzieję spotkać prawdziwego peruwiańskiego Couchsurfera 🙂

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 28 stycznia 2012.

Jedna odpowiedź to “19.01.2012 – Panamerica, droga tysiąca krzyży…”

  1. Piękne zdjęcia!!! =)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: