17-18.01.2012 – Nazca ;)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Opuszczamy Paracas i jedziemy dalej. Już w parku łapiemy stopa i po przerwie na obiadek w najbliższym miasteczku, ruszamy w kierunku południowym. Za namową sympatycznego kierowcy rezygnujemy z postoju na pisco sour w Ice (pewnie uda nam się jeszcze spróbować tego narodowego peruwiańskiego trunku) i wysiadamy w pobliżu punktu widokowego akurat tuż przed zachodem słońca. Turystów cała masa, każdy próbuje dostać się na górę, opłata 2 sole i bileter, który co chwilę tłucze w stalowe rusztowanie oznajmiając koniec podziwiania widoków. Z punktu możemy zobaczyć 2 figury – drzewo oraz żabę i zachodzące za górami słońce. Figury jednak nie robią na nas takiego wrażenia, jak się spodziewaliśmy. Są przede wszystkim małe… No może nie takie małe, ale mieliśmy jakieś inne wyobrażenia ich skali.

Po zejściu udajemy się w stronę widniejących na horyzoncie gór, pośród których rozbijamy nasz namiocik. Jest to jedno z najbardziej niesamowitych miejsc w jakich mieliśmy okazję go rozbić. Wschód słońca równie niesamowity jak zachód. Ale już niedługo po wschodzie dochodzi nas szum przelatujących nad nami awionetek. Kolej na następny punkt widokowy, o tej porze nieoblegany jeszcze przez turystów – można z niego zobaczyć prawdziwą skalę linii, przy których wczorajsze figury wydają się być jedynie niewielkimi znakami.

Potem stop i jesteśmy w mieście. Nazca wygląda jak zwykłe turystyczne miasteczko. Wszędzie pełno spragnionych wrażeń gringo oraz agencji oferujących 20-30 minutowy przelot awionetką za jedyne 80 – 100$. My jednak nie skusiliśmy się na taką przyjemność. Może następnym razem … Szybki obiad, a następnie wizyta w muzeum za jedyne 5 soli, normalny bilet kosztuje 15, ale nasze sympatyczne uśmiechy robią swoje i dostajemy zniżkę 🙂

Muzeum koncentruje się głównie na kulturze Nazca, niekoniecznie na geoglifach, które bardzo szczegółowo badała Maria Reiche i których muzeum jest w sąsiedniej miejscowości. Można zobaczyć różne rodzaje pochówków tradycyjne dla kultury Nazca, zrekonstruowany akwedukt pokazujący, jak bardzo zaawansowana była technologia irygacyjna tej kultury, a przede wszystkim sporo różnorodnej ceramiki zmieniającej swój styl na przestrzeni wieków. Ceramika jest bardzo bogato polichromowana, czasami występuje nawet 11 barw wśród których nie ma jednak koloru niebieskiego i zielonego.

Wychodzimy na drogę  i z ostatnim promieniem zachodzącego słońca łapiemy idealnego stopa – prosto do Arequipy. Jose raczy nas peruwiańską muzyką pochodzącą w większości z jego rodzinnego miasta, do którego właśnie zmierzamy. Nie od razu jednak, gdyż nasz kierowca musi nieco odpocząć przed najtrudniejszym odcinkiem podróży, który jest bardzo niebezpieczny. Około północy jesteśmy na miejscu postoju.

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 28 stycznia 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: