14-16.01.2012 – Paracas, czyli operacja Pustynna Burza w Peru ;)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Paracas – miasteczko typowo turystyczne. Mnóstwo knajpek i agencji turystycznych, u których można zakupić wycieczkę objazdową. Trzeba jednak łapać się za kieszeń, bo najtańsza kosztuje 35 soli + opłata za wejście do parku. Nie dajemy się namówić na żadną i ruszamy do parku na piechotę. Jednak mimo spotkania w Peru tylu pozytywnych ludzi nie wyzbywamy się nabytej w Ekwadorze ostrożności i gdy tylko robi się ciemno, zaniepokojeni bliskością miasteczka łapiemy stopa. I już za chwilę na pace wraz z peruwiańską rodzinką przekraczamy granice parku. Poszukiwanie miejsca na rozbicie namiotu kończy się znalezieniem strażnika, a właściwie strażniczki, która pokazuje nam wymarzone miejsce na pole namiotowe. Drzewka, ławeczki, tylko jeden namiocik obok nas, łazienki, wszystko strzeżone przez meldujących nam się co zmianę strażników i najważniejsze, w cenie biletu – 5 soli 🙂 Za chwilę przychodzi właścicielka 2-giego namiotu, która okazuje się być przewodnikiem. Spędzamy więc dłuuugi wieczór podróżując palcem po mapie przez bezdroża Peru i starając się zapamiętać, gdzie i co warto zobaczyć.

Wczesno-ranna pobudka i idziemy zobaczyć flamingi. Rozpoznajemy je jedynie po kształcie i kolorze, gdyż niestety nie ma możliwości zbliżenia się do nich. Za to w drodze powrotnej spotyka nas miła niespodzianka i mamy możliwość zobaczyć pingwina na wyciagnięcie ręki 🙂

Po śniadanku ruszamy na zwiedzanie. Znowu spotykamy pozytywnych ludzi, którzy zawożą nas do „Lagunillas” – małej plaży, portu rybackiego i jednocześnie ostoi wszelkiego ptactwa. Następnie udaje nam się dostać do plaży „la Mina” – niewielkiej zatoczki, gdzie wielkość fal jest odpowiednia na nasze możliwości 😉 Jednak temperatura wody sprawia nam niespodziankę – jest o ok. 10 stopni niższa niż w niedalekim Ekwadorze, wszystko to przez prąd Humbolta. Zimny prąd, który jest jednocześnie dobrodziejstwem, jak i zmorą Peru. Dobrodziejstwem, gdyż ochładza on wodę do ok.14 C. Tym samym tworzy idealne środowisko do życia różnego rodzaju ryb, a głównie błogosławionej przez wszystkich anchovety, czyli sardelki. Jest ona nie tylko celem połowu rybaków, ale głównym składnikiem jadłospisu większości żyjących tu zwierzaków. Zmorą natomiast, gdyż w połączeniu z wiejącym tutaj wiatrem zamienia wybrzeże Peru w pustynię.

Zatoczka nie należy jednak do spokojnych, gdyż spragnieni morza i słońca Peruwiańczycy urządzają tu dzikie harce przy dźwiękach muzyki i lejących się obficie napojów nie tylko chłodzących. Po zażyciu chłodzącej kąpieli uciekamy i niezwykłą drogą nad brzegiem morza, po stromo opadających w dół klifach idziemy w poszukiwaniach lobos del mar, czyli wilków,  a po naszemu lwów morskich. I wreszcie po kilku kilometrach marszu przez pustynię wziętą częściowo z filmu o Czerwonej Planecie, a częściowo o Saharze jesteśmy. Trzy miejsca z których można obserwować te nadzwyczaj sympatyczne zwierzaki są położone kilkadziesiąt metrów nad poziomem morza. W dole, na skałach wygrzewa się cała kolonia lwów morskich. Wśród nich również młode, ciągle strofowane przez swoich rodziców. Niestety, nie posiadamy dość dobrego obiektywu, aby zrobić zdjęcia wystarczającej jakości.

Następnie powrót, teraz już nieco krótszą drogą, którą przejeżdżają od czasu do czasu samochody. Jednego udaje się złapać po kilku kilometrach marszu i znowu jesteśmy przy naszym muzeum, w którym pracuje tylu przyjaznych ludzi. Sporo wolontariuszy, którzy dzień później ruszają podobną do naszej, choć nieco dłuższą drogą. Zapraszają nas na znakomicie przyrządzoną rybę i przy kolacji sporo dowiadujemy się o ich pracy oraz miejscu gdzie jesteśmy. Wszyscy również chcą, abyśmy zostali tutaj jako wolontariusze. 3 miesiące w miejscu naprawdę niezwykłym, ale trzeba dodać, że o klimacie dla ludzi przyzwyczajonych do zimna dość ciężkim. Jednak kto wie? Może się jeszcze skusimy? A może skusimy kogoś z czytelników? Wolontariusze są tam ciągle potrzebni i nawet nie jest wymagana dobra znajomość hiszpańskiego. Wolontariat trwa 3 miesiące. Dla chętnych adres strony, gdzie warto poszukać: http://www.sernanp.gob.pe

Kolejny dzień spędzamy dosyć leniwie i docieramy jedynie na czerwoną plażę. Swoją nazwę zawdzięcza ona kolorowi zastygłej magmy, z której zbudowany jest piasek. Po południu zwiedzanie muzeum z zaprzyjaźnionym wolontariuszem, który okazuje się świetnym przewodnikiem. Dowiadujemy się co nieco o miejscu, w którym jesteśmy. Narodowy Rezerwat Paracas, bo tak brzmi oficjalna nazwa tego miejsca, jest jedynym położonym na wybrzeżu Parkiem Narodowym Peru. Jego powierzchnię tworzy w 65%  ocean, reszta to pustynia. Słowo „paracas” w języku keczua oznacza „burza piaskowa”, co mówi samo za siebie. Część północna, blisko miasteczka o tej samej nazwie co park, jest lepiej zagospodarowana turystycznie. Są tutaj szlaki i możliwość podjechania stopem czy nawet taksówka do jakiegoś miejsca. Można iść również piechotą i na pewno warto spróbować. Trzeba tylko pamiętać, że cały park ma 335 tysięcy ha i jest to szczera pustynia. W morzu jednak jest prawdziwy zwierzęcy i roślinny raj, który stanowi o bogactwie tego miejsca.

Na pewno warto odwiedzić to miejsce i sądzimy, że zrobi ono znacznie większe wrażenie niż płaskowyż Nazca czy inne szeroko opisane i bardzo turystyczne miejsca. Warto rozbić swój namiot tuż obok muzeum parkowego, do którego trzeba dojechać stopem, dojść piechotą koło 5 kilometrów z miasteczka Paracas, bądź zabrać się taksówką. Można również rozbić się w samym parku, na niektórych plażach, lecz jest tam znacznie więcej ludzi, za to brakuje flamingów 🙂

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 28 stycznia 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: