08.01.2012 – 3x”P”, czyli Peru, Piura i Parada

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Poranek już w Peru, które na pierwszy rzut oka nie jest zachwycające. Dookoła brudny zaśmiecony piasek, skąpa roślinność i chatki, jakich nie widzieliśmy w Ekwadorze. Chatki o powierzchni może 4 razy większej niż nasz namiot, który do pałaców nie należy. Zbudowane z marnych deseczek bądź mat z totory, czasami nawet bez dachu. Ale niedługo potem wjeżdżamy do jednego z najstarszych kolonialnych miast w całym Peru.

W Piurze pełny uroku jest rynek – Plaza de Armas, otoczony zabytkowymi kamienicami, w których obecnie mieszczą się w większości hotele i banki. Ze względu na istniejące tutaj szkoły: policyjną i wojskową, co niedzielę odbywa się tu parada wojskowa na którą udało nam się trafić. Człowiek otoczony tłumem wojska i kibicujących paradzie mieszkańców zaczyna się czuć, wbrew pozorom swobodnie. Szczególnie, gdy co rusz, któryś z cywilów podchodzi, wita się i okazuje przyjazne, a najważniejsze, bezinteresowne zaciekawienie. Możliwe, że jesteśmy nieco skrzywieni przez Santo Domingo, ale trzeba przyznać, że w Peru ludzie wydają się nam bardziej otwarci i pomocni. Niestety upał jest tu niemiłosierny, bez kawałka cienia trudno wytrzymać na słońcu, a wiatru, jak to mówią: nima 😉

Przychodzi czas na wypłacenie pieniążków z bankomatu. W Peru walutą jest sol, może dlatego, że słońca nigdy tu nie brakuje. 2,6 sola jest obecnie równowartością 1$, czyli sol ma wartość ok. 1,3 zł. Jeśli chodzi o ceny w tym rejonie to są one bardzo podobne do polskich, no może ciut mniejsze.

Ponowna walka z CouchSurfingiem okazuje się przegrana. Nikt nie odpisał pozytywnie na nasze prośby, zatem aby nie tracić czasu i pieniędzy na hostele, a nie czując się pewnie w namiocie gdzieś na obrzeżach dużego miasta, decydujemy się na autobus do Trujillo. Mamy nadzieję, że już ostatni. W odróżnieniu od Ekwadoru nie ma tu jednego dworca autobusowego. Porozrzucane są one po całym mieście w zależności od miejsca, do którego się zmierza. Do tego można wybrać jeden z kilku dworców. Wygląda na to, że jest tutaj dużo prywatnych firm, a niektóre mają po jednym bądź dwa autobusy i niewielkie biuro w obskurnym budynku. Znaleźć najlepszą cenę i odpowiednią godzinę nie jest tak łatwo jak w Ekwadorze, gdzie wszystko jest bardzo czytelnie poukładane. Ale w końcu się udaje i nocną porą uciekamy na południe.

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 20 stycznia 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: