09.01.2012 – Trujillo i Huanchaco

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wcześnie rano docieramy do Trujillo i skoro świt udajemy się na zwiedzanie miasta. Centrum Trujillo okazuje się jeszcze ładniejsze niż centrum Piury. Od razu zostajemy zaczepieni przez policjanta i zaprowadzeni prosto do informacji turystycznej, gdzie sympatyczna obsługa zaopatruje nas we wszystkie potrzebne informacje. Jeśli w Piurze było dużo policji, to tutaj jest jej po prostu zatrzęsienie. Poza zwykłymi służbami, jakie można spotkać wszędzie, jest jeszcze policja turystyczna, która czuwa nad bezpieczeństwem białych gringos obwieszonych aparatami i wszelakim dobrem.

My jednak zamiast rozpocząć zwiedzanie, udajemy się poszukiwanie specjałów peruwiańskiej kuchni w cenie przystępnej dla naszych kieszeni. I znajdujemy – partyjną knajpkę, w której za 3 sole można zjeść śniadanie i za tyleż samo pyszny dwudaniowy obiad. Peruwiańskie jedzenie należy do naprawdę niezłych, ale o tym w następnym wpisie.

W Trujillo o dziwo znajdujemy hosta z CS. Jednakże chwila rozmowy z nim i okazuje się, że naszą wizytę chyba niekoniecznie wyobrażał sobie tak, jak my. Spotkanie, rozmowa i w naszych rękach znajduje się ulotka hostelu dla backpackersów, ponoć bardzo taniego, za jedyne 20 soli od osoby. Może nasz hiszpański nie był do końca zrozumiały, a może nasz niedoszły host pracujący w biurze turystycznym ma nieco inne wyobrażenie idei CouchSurfingu.

Cóż… z plecakami na grzbietach, przypiekani słońcem znajdujemy pomoc w znanej nam już partyjnej knajpce. Chwila rozmowy z przemiłym starszym panem i dajemy się na namówić na wyjazd do pobliskiej plaży w Huanchaco. Wcześniej jeszcze wizyta na pobliskim targu, gdzie po długich poszukiwaniach próbujemy peruwiańskiego specjału, jakim jest sok z czarnej kukurydzy. Nie da się ukryć, że nie jest to w smaku najgorsze 😉

A potem pół godziny jazdy tutejszym busem zwanym kombi i jesteśmy. Zachwalane przez wszystkich Huanchaco, o niezwykłej mocy, którą można poczuć szczególnie przy pełni księżyca. Do wieczora jednak sporo czasu, a nasz przewodnik okazuje się prawdziwym przewodnikiem turystycznym. Wskazuje hostel swojego brata, ale trzeba przyznać, że w sposób nienachalny i bardzo kulturalnie. Kiedy widzi, że jednak niekoniecznie mamy fundusze na gościnę u jego rodziny, siada z nami i przez bite 3 godziny opowiada o Peru. Zupełnie bezinteresownie. Ale po tym czasie czujemy, że bardzo potrzeba nam jednak mocy Huanchaco i znajdujemy całkiem przyjemne miejsce za 10 soli od osoby.

Plaża tak zachwalana przez wszystkich w Trujillo raczej nie może się równać z plażami Mompiche. Palm nie ma, woda zimna (ostatecznie wzdłuż tych wybrzeży przepływa już prąd Humboldta), knajpek dużo i podobnie ludzi. Taki peruwiański odpowiednik Ustki, choć jednak nieco bardziej malowniczy. Na falach próbują swych sił początkujący surferzy oraz wszyscy, którzy skusili się na wynajęcie tradycyjnej łodzi z totory, będącej rodzajem trzciny. Na takich łodziach pływano już tysiąc lat temu i sposób ich budowania ponoć nie zmienił się od tego czasu. Cóż… wystające spod totory kawałki styropianu sugerują, że obecni budowniczy jednak  nieco udoskonalili konstrukcję. Ale wiosła bardzo tradycyjne, z połówki bambusa. Kanionu Colca by się z nimi chyba nie spłynęło, ale na morzu sobie radzą 🙂

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 20 stycznia 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: