Jak to z pracą tutaj jest…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Ponad półtora miesiąca za nami. Chwilowo wygrana walka z brakiem internetu pozwala zamieścić ten wpis. Ale nie tylko tym możemy tłumaczyć braki na blogu. Pracy nie brakuje, zatem mamy dokładnie to, czego chcieliśmy, choć czasami duch słabnie i pyta sam siebie: „Tego chciałeś?!” Ale potem przytula się Mayerli, Jesenia, Dayana, Tatiana, czy inna -Ana i pytanie staje się czystą retoryką. Oczywiście, że tego! Niestety, na pisanie czasu zostaje mało, a sił jeszcze mniej. Ale zaczyna być lepiej. Po permanentnym zmęczeniu, które trwało przez pierwsze trzy tygodnie, zaczynamy umieć odpoczywać. Psychicznie, bo fizycznie jakoś dajemy radę.

 

Skoro już o pracy mowa, to od początku. Cóż można robić w takim miejscu? Okazuje się, że całe mnóstwo. Jako, że jesteśmy na równiku, słońce wstaje dokładnie tak, jak nas uczono, czyli około 6, a wieczorem też nie sprawia niespodzianek. Jednak wierutnym książkowym łgarstwem jest, jakoby działo się to błyskawicznie. Nie wiem, kto puścił taką plotkę (osobiście podejrzewam Sienkiewicza albo Kapuścińskiego), ale prawdy w niej za grosz. Pół godziny przynajmniej można się rozkoszować niezwykłym widokiem, oczywiście gdyby był na to czas.

 

Ale, ale… pisać mieliśmy o tym, co tutaj robimy. Krótkie sprawozdanie, coby wiadomo było, jak wygląda praca tutaj i żeby nikt nie pomyślał, że się mamy czas obijać 😉

 

Skoro od wschodu słońca zaczęliśmy, to niech i tak będzie. Wschód słońca oznacza początek dnia. Dzieci wstają jeszcze wcześniej, gdyż budzą się (i nas przy okazji również) około 5. Czesaniu, sprzątaniu, przygotowywaniu końca nie ma. Potem śniadanie, na którym my również jesteśmy i o 6.45 zaczyna się. Kasia rusza z dziewczynkami do szkoły. Cóż… szkoła daleko, dziewczynki cztery ( z czego dwa to prawdziwe diablitos pequenitos), krawężniki wysokie, chodniki dziurawe, a na samej drodze mnóstwo ciekawych rzeczy do podniesienia. No i zawsze trzeba się pokłócić z siostrą, koleżanką, uścisnąć rękę policjanta, podejść do Indianki na targu i przyprawić o zawał serca wyrywając pod nadciągające samochody. Maria i Kristina nie są łatwym materiałem. Na szczęście niedawno pojawiły się przecudnej mądrości bliźniaczki, które są nieocenioną pomocą w temperowaniu niesfornych diabląt ekwadorskich. Zatem Kasia ma szansę zacząć dzień od mocnej dawki adrenaliny. Co do mnie… Ta sama godzina i spotkanie z najspokojniejszym dzieckiem w całym Hogar, a do tego jedynym chłopcem. Lucas ma 17 lat, wygląda na 7, a jeśli chodzi o rozwój intelektualny, to z racji posiadania poważnego porażenia mózgowego, sytuuje się na pewno między 7 miesiącem a 70 rokiem życia. W każdym razie znakomicie opanował regułę mówiącą, że milczenie jest złotem. Nie mówi nic, za to dużo się śmieje, choć często z powodów znajomych tylko jemu. Nieraz się zastanawiam, którego chińskiego mędrca dusza wybrała jego ciało. Pewnie tego, który mawiał, że kto wie, nie mówi… Rankiem Lucas domaga się przebrania, kąpieli i jedzenia. I właśnie ja staram się mu to zapewnić, podobnie jak przez cały dzień. Oprócz tego trzeba zapewnić mu spacery, wizyty u terapeutów oraz ćwiczenia. Obecnie ćwiczymy posługiwanie się łyżką oraz umiejętność puszczenia poręczy schodów i dalszy marsz samemu. Niestety, jest z tym problem. Kiedy Lucas chwyci coś swoją dłonią (a chwyt ma zaiste stalowy) to puścić mu ciężko. Nawet jeśli chce.

 

Ale jedźmy dalej… Od 8 do 10 coś niezwykłego tutaj! Czas wolny, albo raczej czas na naukę hiszpańskiego. We własnym zakresie, bo nauczycieli tutaj mało. Jeśli już ktoś chce kursu, to najprędzej w Quito. A od 10 do 12 ja relaksuję się przy pracy w ogrodzie wywijając grabiami i łopatą. Cóż… człowiek potrafi znaleźć sobie pracę. Praca ładowacza liści w Ekwadorze. Za darmo 🙂 Ale naprawdę nie żałuję, bo to czas tylko dla mnie i mogę się poruszać i spalić nadmiar ryżu, którego tutaj aż nadto na talerzach. Do tego ostatnio zbierałem kawę, nauczyłem się składać liście tokiji, aby z nich zrobić dach i wynosiłem na grabiach żmiję (ponoć złamane zostało jakieś tabu, gdyż tutaj takie gady od razu się zabija).

 

Kasia w tym czasie chwyta za nóż i walczy do upadłego w kuchni. Cebula, marchewka, ananas padają jak muchy. Wszystko to przy prowadzonej nieustannie konwersacji z dwiema paniami, którym pomaga. Żeby nie było… Wymienione warzywa/owoce to tylko nieznaczny dodatek do tego, co naprawdę się tutaj jada. A na stole rządzi niepodzielnie wszechwładna trójca: ryż, świniak oraz banan (ten również pod 3 postaciami przygotowywanymi na 3 sposoby). Cóż, kuchnia to bardzo obszerny temat i zajmiemy się nim w wolnej chwili, bo jest o czym pisać. < Poza tym widzę, że te zależności liczbowe mogą kryć jakąś głębszą tajemnicę, nieposiadającą jeszcze obszernej literatury 😉 >

 

Około 13 krótka przerwa na obiad. Wcześniej jeszcze Kasia próbuje okiełznać ekwadorskie żywioły, które odprowadziła rankiem do szkoły, a które teraz trzeba stamtąd wydostać. I nie dlatego, że one tam cierpią… To szkoła ma ograniczoną wytrzymałość. Ja do 15 zajmuję się Lucasem, chyba że jest do zrobienia któraś z tysiąca czekających niecierpliwie spraw. Jednak w tygodniu są dwa dni, kiedy Lucas ma absolutny priorytet i jedziemy wtedy na terapię.

 

A od 15 się zaczyna… Najpierw odrabianie lekcji, każdy w swoim domku. Kasia przy dźwiękach dziko grającego radia, ja przy krzykach dzikiej Angeli. Angela ma piękny głos, a tak mocny, że od dłuższego już czasu we wszystkich domach są plastikowe kubki i talerze (naprawdę są i się na nich jada:)). Odrabianie lekcji i w ogóle edukacja to temat również obszerny. Zwyczaj tutaj dziwny bardzo, gdyż w większości to nie dzieci rozwiązują zadania, tylko ich opiekunki (i ostatnio my, chociaż walczymy z tym mocno). Koniec tzw. deberes, czyli prac domowych bywa różny, zazwyczaj po 17.30. W międzyczasie jeszcze trzeba zająć się Kristiną, która lat ma już 9, ale jest w 1 klasie i wciąż próbuje opanować literki i cyfry. Osiągnęła przez ostatni tydzień naprawdę wielki sukces, gdyż cyfry od 0 do 3 potrafi już rozpoznać, podobnie literkę A. Sukces wielki, gdyż nie potrafiła tego dokonać przez ostatnie 1,5 miesiąca, a tutaj nagle w tydzień.

 

Do 18.30 mamy w planie przygotowanie następnych zajęć, jednakże rzadko się zdarza, abyśmy mieli ten czas właśnie na to. Z reguły lekcje się przedłużają, Kasia często pomaga z angielskim najstarszym dzieciom, ja staram się z młodszymi. Rezultaty jednak nie są zachęcające. Starsze dzieci mają tak ogromne zaległości, że zupełną niemożliwością jest zrobienie przez nich zwykłej pracy domowej. Zatem musimy pomagać im w stopniu zbyt dużym, jeśli ma to być pomoc, a nie odrabianie pracy za nich. Udało nam się jednak wywalczyć codzienne zajęcia z angielskiego i wiedzy ogólnej, które być może spowodują, że poprawi się choć trochę. Na razie jest dramat i zgrzytanie zębów (głównie naszych).

 

Cóż… około 18.30 kolacja, potem sprzątanie wielkie domu. Większość dzieci idzie spać koło 20, jest zupełnie ciemno, brama zamknięta, na zewnątrz raczej się nie wychodzi… No i mamy czas dla siebie 🙂 Gdyby jeszcze były siły na zrobienie czegokolwiek. Na razie nie ma, ale może przyjdą 🙂

 

Reklamy

~ - autor: Los Polacos w dniu 16 października 2011.

Komentarze 2 to “Jak to z pracą tutaj jest…”

  1. Z tego co widzę wcale nie ma konieczności wyjazdu do Ekwadoru aby taką szkołę przejść 🙂 Jedyne co inne to widoki i temperatura za oknem – i to już w zasadzie stanowi powód do wyjazdu. Dzieci wszędzie takie same – pomioty szatana 🙂 może należałoby uważać na to co się mówi i pisze, czyli te szatany, święte trójce (świniak…) bo nasi, czyt. polscy księżą na pewno by coś na ten temat mieli do powiedzenia. Nie wiem czy jesteście na bieżąco z absurdami, które mają miejsce w Polsce… ja po dniu pracy, powrocie do domu i zagonieniu dzieci spać, też odpoczywam…i też nie ma siły nic zrobić 😉 pozdrawiam i nie dajcie się 🙂

    • Hmmm.. no cóż 🙂 Może i powinienem coś zmienić w tym tekście, ale jakoś tak samo się nasuwa… Absurdy polskie trochę nam umykają, ale nie do końca 🙂
      Pozdrawiamy również i też się nei dawaj ! 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: